#778 – wszystko albo nic

Wszystko albo nic. Będziesz mieć to na co zapracujesz w środowisku, w którym jesteś, według norm, które aktualnie obowiązują. Jeśli nie pasują Ci te normy, to możesz zmienić środowisko, możesz zmienić miejsce, w którym się znajdujesz i znaleźć się tam, gdzie będziesz się czuć ja ryba w wodzie. Czasem wymaga to wielkiego wysiłku, wielkiego nakładu energii, czasu, szczęścia i innych elementów. Albo takiego sposobu, po prostu, według twoich możliwości po prostu nie ma. Wtedy możesz zmienić podejście i swoje nastawienie, być może będzie trochę łatwiej. Tylko czy wtedy będziesz sobą? Różnie mówią na mieście, różne są opcje i możliwości. Najgorsze co możesz zrobi to skupiać się na przeszłości i negatywnych odczuciach, które niechybnie wpłyną na Twoje samopoczucie, odczucia i dalsze działania.

Pamiętaj, że słowa: „Zrobimy to niebawem” są zarezerwowane dla niektórych, nie każdy i nie zawsze może sobie pozwolić na taki luksus. Dlatego najlepsza pora na działanie to właśnie teraz, a miejsce to tutaj! Prostem banalne i oczywiste, jak całe życie.

#777 – steruj myślami

Efekty naszej pracy ściśle wiążą się z naszymi działaniami. To oczywiste. Z kolei działania powiązane są ściśle z naszymi uczuciami i odczuciami. Pomału docieramy do sedna…. Odczucia wynikają z naszych myśli.

Tyle. Tylko tyle i aż tyle. Prosta rzecz, ponieważ możesz łatwo skierować swoje myśli na odpowiednie tory. Trenuj to silnie, mocno i często. Żyjemy w stosunkowo bezpiecznym środowisku. Póki co nie lecą nam na głowy bomby, można mówić i robić wiele rzeczy (jeszcze)…. Pomyśl o tym. Skup się i rozważaj pozytywy. Szukaj dobrych stron.

Brzmi to jak frazesy, puste słowa, bez pokrycia. Tylko, że to działa. Pomyśl sobie, że jest fantastycznie, uzasadnij to sobie, wytłumacz. Małe rzeczy, większe rzeczy, pomału, bez pośpiechu. Zmiana punktu widzenia i sposobu myślenia nie zajdzie od razu i co gorsza może czasem być trudniejsza w naprawdę ciężkich sytuacjach.

Jesteś jednak świetnie do tego przygotowany, masz w sobie taką siłę i wszystkie niezbędne elmenty do złożenia tej układanki.

#776 – racjonalizacja

Czasem się staram na 120%. Skupiam na tym, żeby nie popełnić znanych już błędów i pracować tym razem efektywniej, racjonalniej i lepiej niż ostatnio. Staram się zadziałać oprócz roli wykonującego, także jako obserwator czy kontroler. I tu pojawia się właśnie znany od lat problem obserwatora. Każdy działający układ po wprowadzeniu narzędzia pomiarowego, nawet zdawałoby się niezależnego od tego układu, wprowadza zaburzenia natury poznawczo-wynikowej – efekt obserwatora. Drugą ważną kwestią jest obniżenie funkcji podświadomości i cofnięcie się ze sfery automatycznej do półautomatycznej, co powoduje zwiększenie się możliwości pojawienia się kolejnych mikrobłędów, które, po zauważeniu powodują falowe i narastające konsekwencje, powodujące frustrację, nerwy i kumulację niezależnych od siebie wtop.

I wtedy zaczyna się koszmar. Mam za złe sobie, że źle się przygotowałem, że nie rozumiem do końca otaczającej mnie rzeczywistości, a rzeczy, które wydawały się już oswojone okazują się jedynie iluzją tego czy obecnie się okazują. Opadają siły, opada motywacja, wraca widmo depresji czy konsekwencji nie osiągnięcia założonego pierwotnie celu. Pojawia się ściana. Co gorsza ta ściana okazuje się otaczać mnie ściśle ze wszystkich stron, a wrażenia psychosomatyczne powodują pojawienie się paraliżu, paniki, marazmu i chęci zniknięcia ze świata….

Pozostaje wtedy jedynie zacząć oddychać głęboko. Wrócić myślami do czasów spoza kryzysów. Do czasów kiedy Równowaga, Spokój mieszały się z bezkresami Euforii i Nadzieji. Czyste NLP. Powrót do kotwicy dobrostanu przy pomocy wewnętrznych zasobów i bezpiecznych stymulantów takich jak muzyka czy trening.

W tych momentach łatwo wpaść w pułapkę beznadziei i sięgnięcia po środki dopalające, alkohol, pocieszacze i inne badziewie….. Rozganiam te myśli szybko, bo wiem, po co i dla kogo żyję i że wszystko ogarnę najlepiej jak umiem, a to czy teraz wygram czy przegram, poza tym że pociągnie jakieś konsekwencje nie spowoduje końca wszechświata……

Jest dobrze i do takiego stanu psychofizycznego staram się powrócić. Pomimo wszystko.

#775 – BZP

Są różne skróty i uproszczenia, jedne lepsze inne znowu gorsze, gdyż jak wiadomo nie każda droga na skróty jest opłacalna. Ale z drugiej strony, sztuczne wydłużanie i celowe spowalnianie różnych procesów nie zawsze ma sens…. Dlatego staram się zawsze upomnieć siebie i zadać pytania: po co ja to robię? dla kogo? jaki mam cel? kto jest odbiorcą moich działań? kto klientem, kto użytkownikiem, kto zleceniodawcą, kto interesariuszem i kto mnie z mojej pracy rozliczy i w jaki sposób.

I jak już to wszystko wiem to mogę działać zgodnie z zasadą BZP, która mówi, że masz robić dokładnie tyle ile trzeba, ani za mało ani za dużo – w sam raz, czyli Bez Zbędnego Pier……

Do następnego razu!

#774 – sens

Znalazłem sens swojego życia. Polega na tym, że cieszę się tym co mam. Ale by nie popaść w nudę i marazm, szukam wyzwań, które mogą wydawać się innym pozbawione logiki. Mógłbym zrobić w swoim życiu wiele rzeczy prościej i łatwiej. Dla siebie i pewnych osób w moim otoczeniu. Wybrałem jednak taką drogę, która nie wszystkim odpowiada i cóż, jakby to powiedzieć, akceptuję taki stan rzeczy. Nie zamierzam się kopać z koniem jeśli nie dostrzegę w tym sensu i nagrody, bo cóż by nie mówić, nagroda jest ważna i to nie tylko taka ostateczna i niedościgła, ale raczej taka rozproszona na małe kawałki, wręcz okruchy, które gromadzę pieczołowicie każdego dnia. Próbuję różnych rzeczy i nie waham się podejmować dodatkowych wysiłków nawet jeśli okazuje się, ze ta ścieżka prowadziła donikąd i trzeba się kawałek cofnąć. Droga powrotna bowiem wygląda zupełnie inaczej i w wielu przypadkach okazuje się, że dostrzegam jeszcze jakąś boczną ścieżkę, którą przegapiłem idąc skoncentrowany na celu. Odrzuciłem zbędny bagaż codziennego wylewania żółci i żalu na innych, bo dzięki takiemu, a nie innemu obrotowi sprawy mogę sprawdzać się w takich a nie innych okolicznościach. Scenariusz, który pisze życie jest bardzo bogaty i co ważne jest interaktywny a dzięki mojemu zaangażowaniu i nieustannym wyborom mogę kreować go w pewnym zakresie, a na pewno w takim stopniu na jaki mam ochotę i nastrój.

Czy pożałuję? Nie wiem. Na pewno nie obyło się jak do tej pory bez błędów i pozornie bezsensownych fragmentów, ale biorąc pod uwagę całokształt i wyciągnięte wnioski, muszę powiedzieć, ze było bardzo warto!

Pozostaje zatem błyszczeć siwymi włosami w promieniach pojawiającego się słońca i cieszyć się tym co jest, tym co było i z niecierpliwością oczekiwać tego co będzie.

#773 – zmiana perspektywy

Czasem się zafiksowuję. Patrzę i widzę to co chcę zobaczyć. Pomijam szczegóły, które są istotne. Dzieje się tak, kiedy mam przed sobą cel, który mieni się i rośnie w oczach, blaskiem swym przyćmiewając inne, błahe, zdaje się rzeczy. Często prowadzi to do tego, że znienacka otrzymuję cios spadający niczym grom z jasnego nieba pośrodku słonecznej pogody. Zazwyczaj trafia z boku, czasem z tyłu, ale na pewno nie stąd gdzie można się tego spodziewać. Szczęście w nieszczęściu, że do tej pory po każdym takim zdarzeniu, dałem radę się podnieść, czasem z błota, czasem z kolan, a czasem z równej i prostej drogi. Ważne, że staram się mocno zmieniać sposób widzenia, tak by ogarniać wszystko pod innym kątem, z innej perspektywy….. Tylko wtedy tracę widok na coś innego i to mnie też martwi, że kolejnym razem przeoczę coś małego a na tyle ważnego, że nie będzie sposobu by uniknąć fatalnego i tragicznego w skutkach upadku. Otwieram zatem szerzej oczy i staram się ogarniać wszystko podświadomie, intuicyjnie, bazując na dotychczasowych doświadczeniach z różnych dziedzin życia. Poskładać coś z różnych małych elementów, które napotykam każdego dnia na swojej ścieżce, poskładać z tego większą całość. Czasem pojawiają się te małe kawałki w czasie pracy, spotkań treningów, rozmów, albo po prostu przebywania w towarzystwie innych istot, ludzi, zwierząt, ba nawet roślin. Czasem mogę też dowiedzieć się czegoś od siebie, w szczególności wtedy, kiedy mogę się zatrzymać, pomyśleć, podyskutować ze swoim wewnętrznym ja i przelać trochę z tych myśli na tekst, plan, pomysł czy działanie….

W każdym razie to czego doświadczam każdego dnia ma bilans dodatni, pomimo tego, że w pewnych chwilach jestem grubo pod powierzchnią wody, a nawet grubo pod powierzchnią bagna. Zawsze mogę powiedzieć sobie, Stary dałeś radę! Żyjesz, oddychasz, masz co jeść, jesteś w świetnym zdrowiu, masz wokół siebie kochających ludzi i masz kogo kochać. Masz jeszcze dużo siły, ba z każdym dniem twoja odporność na pojawiające się przeszkody wzrasta, bo wzrasta w tobie twój wewnętrzny bagaż doświadczeń, których nie da się pójść i kupić w żadnym sklepie, obejrzeć na żadnym jutubie czy nawet wyczytać w mądrych książkach. Ty to po prostu przeżyłeś i poskładałeś i jest to dopasowane do ciebie jak ty sam.

I wtedy wiem, że jest po co żyć! A każdy dzień niesie ze sobą coś wartościowego, grunt żeby pamiętać doceniać te wszystkie mniejsze i większe radości, bo to z nich składa się szczęście i dobre samopoczucie. Ta perspektywa mi pasuje, a z całą resztą sobie poradzę.