#936 – nowości

Nie wiem jak wy, ale ja ciągle napotykam na świetne i proste metody pozwalające na radzenie sobie w codziennych sytuacjach. A to trafię na jakiś ciekawy artykuł, a to fajny filmik na yt, a to obejrzę sobie przypadkowy film czy teatr telewizji z dawnych lat. Jaram się tym strasznie i choć nie jest to wiedza tajemna czy jakieś super odkrycia, to otwiera mi jakieś klapki, przestawia zworki i tym podobne. Później, często piszę sobie tutaj, by do tego wrócić, a także mam nadzieję, pomogę komuś też popatrzeć na to wszystko z punktu widzenia jeszcze jednej osoby.

Ostatnio na przykład trafiłem na kanał sympatycznego i śmiesznego pana Alexa Barszczewskiego i tam dowiedziałem się jak można w dosyć prosty sposób (oczywiście po własnym treningu) nauczyć się odpierać ataki słowne na naszą osobę. Trzy sposoby – poziomy od najłagodniejszego (Co dokładnie przez to powiedzieć? Jak doszedłeś do tego wniosku?), poprzez średni (Do czego potrzebna jest ta informacja?) – do ryzykownego (Przytakujemy, parafrazujemy i obracamy sytuację przeciwko niemu!) -mogącego przerodzić się w rękoczyny. Dowiedziałem się też dlaczego przy tych pytaniach nie nadużywać właśnie tego słowa – dlaczego (sic)!!! Chociaż tą metodą można rozwiązywać nasze problemy!

I tutaj wraca refleksja, która gnębi dużą część ludzi, którą znam – nie chodzi o to, że nie mamy dostępu do informacji, chodzi o to, że niektórym nie chce się z niej skorzystać, inni nie są w stanie jej przetworzyć i wyciągnąć wniosków, ale jest jeszcze jedna grupa ludzi – nie wiedzą, że można z niej skorzystać.

Są też tacy, którzy starają się wszystko wywrócić do góry kołami, zakręcić, zamęcić i wyjść na swoje. Jak Twardowski na mydle, czy Zabłocki poledgający na Zawiszy. Albo zupełnie inaczej.

#935 – kołowrotek

Nie wiem jak wy, ale czasem zdaje mi się, że latam w chomiczym kołowrotku poziomu drugiego. Albo trzeciego.

Nie dość, że tygodnie zlewają się ze sobą, miesiące zaczynają i kończą w jednym momencie, to pory roku przemijają niewiele wolniej.

Dokładając do tego pasmo dziwnych, nie zawsze pozytywnych zjawisk mających wpływ na moją osobę oraz bliskie mi otoczenie, zatrzymanie czasu i kontemplacja połączona z chłonieniem ciągłego szczęścia i energii wszechświata bywa czasem zachwiana. No, ale trudno, trzeba zakasać rękawy, przymknąć oko na to czy tamto (w przenośni i dosłownie) i jak to zwykle bywa, spiąć pośladki (tego już dawno nie było). W sumie jest zabawnie, taki trochę śmiech przez łzy, bo sam ciekaw jestem ile tego wszystkiego można wytrzymać i jak się to potoczy. Bo tak czy inaczej, ze wszystkim damy sobie radę, lepiej, gorzej, ale damy. Tyle, na ile pozwoli otoczenie, nasze zaangażowanie i pozytywne nastawienie. W końcu każdy dzień jest darem. Każdy niesie coś ze sobą, coś małego, czasem większego, a nie zawsze ostatni kawałek układanki jest duży, czasem jest promilem całości i nagle się okazuje, że to już. Koniec. Sukces. Zrobione.

Pytanie – czy na pewno chcieć żeby to już był koniec? Może to sama frajda – robić, budować, tworzyć, dopieszczać, rozbierać, zmieniać i patrzeć jak to fajnie żyje, trochę własnym życiem.

Zatem kołowrotek nie jest taki najgorszy, trzeba tylko odpalić kolejny poziom, a to już niebawem. Będzie turbo kołowrotek.

Trzymajmy się razem!

#934 – torimasen

Czasem coś robisz, lepiej, gorzej, starasz się. I wtedy się zaczyna ocenianie. Nieustanna obserwacja, czy to czego dokonujesz jest zgodne z zasadami. Punktują cię za błędy, nagradzają za małe i duże sukcesy. Ale czasem wkrada się szum informacyjny, a także zakłócenia na torze odbiorczym. Zdarzają się omyłki sędziów (zamierzone i nie zamierzone), dlatego dobrze mieć większą liczbę bezstronnych arbitrów, którzy przy próbie nagięcia rzeczywistości na czyjąś stronę, w porę pokażą – torimasen! – Niczego nie było!

Często też w życiu sami siebie oceniamy zbyt surowo lub zbyt pobłażliwie. I wtedy też należy na siebie spojrzeć neutralnie i stwierdzić, czy to jest coś czym warto się przejmować, albo co gorsza szczycić? Może wystarczy pójść dalej i zostawić to jak jest (po wyciągnięciu wniosków) – Torimasen?

#933 – już czas

Już czas by wyrazić siebie. Nie ma na co czekać. Ani na dorosłe życie, nagłą poprawę zdrowia, sytuacji materialnej, znak od wszechświata czy inne bzdury.

Trzeba zacząć działać i przesuwać się w kierunku, jaki czujesz, że cię ciągnie. Nie zawsze da się to osiągnąć od razu, czasem pewnie nigdy, może nie w takiej formie jak sobie to teraz wyobrażasz, ale co tam!

To jest nasz czas. Mój, Twój, ich. Nie ma co go marnować na gdybanie. Scenariusz nadrzędny jest i tak nieznany, a nawet gdyby został ujawniony to okazałoby się, że jutro i tak będzie nieaktualny. Chwytaj wiatr w żagle, jaki by nie był i daj się ponieść głosowi serca wzmocnionego rozumem i doświadczeniem.

Nie bój się ryzykować. Czasem ryzyko jest śmieszne w porównaniu do spodziewanych rezultatów, a czasem możesz być zmuszony postawić życie, by sprawdzić, czy coś dobrego jeszcze cię tu spotka.

Nie szastaj sobą jednak za bardzo, bo nie jesteś tu sam, są ludzie wokół, którym dajesz przykład, siłę i wsparcie, zatem rób tak, aby nie było ci później wstyd.

Myśl, działaj i ciesz się tym co masz, a zobaczysz, że jest tego naprawdę dużo, wystarczająco by być szczęśliwym. Tu i teraz. W każdej kolejnej minucie.

#932 – jak to ogarnąć

Niby można wszystko. Tylko weź pod uwagę zależności, przyczyny i skutki.

I chęci.

Będąc młodym można dużo, tylko nie wiadomo czego się chce, a to co się chce jest często poza zasięgiem.

Będąc w wieku średnim, mamy zazwyczaj większy potencjał finansowy, jeszcze zdrowie i chęci. Niektórzy to robią, a zazdrośni mówią o tym – kryzys wieku średniego.

Później, czasem dużo później przyjdzie myśl, żeby zrobić Coś. Tylko nie ma zdrowia i możliwości.

A najgorzej jak jeszcze nie jesteś stary i czegoś nie można…. W sumie powinno być łatwiej bo nigdy nie było można niczego. A jednak coś się zrobiło. Pomimo wszystko.

I tu pojawia się pytanie – robić, chociaż nie można? Czy lepiej odpuścić i mieć coś?

W sumie to i tak bez różnicy.

Chcieć czy nie chcieć. Robić czy nie robić? Trudno jest nie wychodzić poza swoje możliwości, bo nie wolno. Wychodzi na to, że niewychodzenie poza granice jest wychodzeniem ze strefy komfortu. A ile można być poza strefą komfortu?

Paradoks Życia.