#MENISCUS

Dzień -1 – 2019.02.21

Jestem po kontuzji, ciągnie się to już jakiś czas. Dłuższy czas, około 2 lat. Po urazie zewnętrznym. Później było gorzej, ból narastał coraz bardziej. W lipcu 2018 zrobiłem USG – zmiażdżenie łękotki (MENISCUS), później rezonans w listopadzie 2018, który potwierdził to rozpoznanie. Następnie wizyta u ortopedy 5 lutego 2019 i umówienia na zabieg artroskopii. Kolejną akcją było przygotowanie się do zabiegu czyli wykonanie szeregu badań: RTG klatki piersiowej, morfologia krwi, czas krzepnięcia, potas, sód, EKG,  określenie grupy krwi. Jutro po południu idę na zabieg. Będzie pod znieczuleniem ogólnym. Następnego dnia – do domu i zaczynamy wracać do zdrowia. Będę informował na bieżąco…

Dzień 0

Trzeba ogolić nogę i być przed zabiegiem na 6h bez jedzenia i picia.

Dotarłem do kliniki zgodnie z planem około 17. Sprawnie zalogowałem się w recepcji zostałem skierowany do szatni dla pacjentów i skierowany na oddział. Około 18 już byłem po wywiadzie przed zabiegiem z doktorem, rezydentem, anastezjologiem, pielęgniarką i hgw kim jeszcze.

Siedzę sam w pokoju czy sali. Czekam na zabieg. Wywiady przeprowadzone. Lekki stres 3/10. Czuje jak narasta pomału. Nie boje sie. Wazylem się. Na tutejszej wadze 78.6kg czyli 3kg do przodu jestem, bo w domu 81.5kg. Kilka tygodni będzie jazdy….. uuuuu nie wiem jak to będzie ale czuje podniecenie i podekscytowanie. I głodny jestem jak cholera.

Około 19 zostałem zaprowadzony na salę operacyjną, o własnych siłach i nogach. Położyłem się na mega wąskim łóżku operacyjnym i po chwili zostałem podłączony do pomiaru ciśnienia i tętna. Pani się zaniepokoiła moim normalnym niskim tętnem ok. 49bpm i zarządziła podać oksytocynę. Później dali mi maskę z tlenem i wkłuli wenflon. Sam moment narkozy był nie przyjemny. Poczułem jakieś dreszcze w ręku mrowienie w szyi i poczułem jak odpływam. Ostatni myśl jaką miałem to taka, że jeśli śmierć ma tak wyglądać to nie polecam.

Obudziłem się i pani patrzyła na mnie, informując – już po zabiegu. Próbowałem coś zażartować o powrocie na treningi, ale język mi się plątał. Później jeszcze odkryłem, że nie mogą przełykać i ogarnęła mnie na chwilę panika. Zaraz jednak pani powiedziała, że mam oddychać i wszystko pomału wróciło do normy. Po około godzinie zacząłem pić wodę a później w nocy zjadłem ciasto drożdżowe, 2 banany i jabłko. Czułem euforię!. Ludzie pisali a ja pisałem do nich. Było ok. Usnąłem około 02:00AM CET.

Dzień +1

Rano pobudka około 06:30 AM CET.

Podniosłem kołdrę a tam noga obandażowana od pachwiny aż po stopę. Chociaż nie, to było jeszcze w nocy. o 04:30 CET poprosiłem o środek przeciwbólowy, bo coś było niekomfortowo. A rano pytania, czy ok, szkółka chodzenia o kulach wręczenie wypisu z prezentacją ćwiczeń i omówieniem jak się robi zastrzyki podskórne w brzuch i do domu około 08:45 CET.

Ogarnąłem się jakoś i od 11:00 CET zacząłem ćwiczyć. Co 1h przez ok. 8minut. 5 sek wyprostowana noga do góry w leżeniu w spięciu i na 5 sek. w dół. Powinno być od 08 do 17. Tak zleciał dzień +1, +2, +3. Dodatkowo zastrzyk o 2:00PM CET w fałdę brzucha 5cm od pępka w poziomie. Na razie nic nie boli i nie puchnie. Chodzę tylko po mieszkaniu o kulach. Jutro z rana na kontrolę.

Dzień +4 – Kontrola lekarska nr 1

Rano wstałem. Zjadłem śniadanie, wziąłem udział w hiszpańskim, zdalnie i około 10 wybrałem się do szpitala na kontrolę. Dałem radę prowadzić auto, bo mam lewe kolano po artroskopii a jeżdżę automatem. Mój najlepszy lekarz stwierdził, że jest ok, w szczególności dzięki ćwiczeniom, zmienił plasterki i prosił bym kontynuował ćwiczenia i pojawił się za tydzień na zdjęcie szwów.

Kolejny, 4, zastrzyk – pamiętaj by wbijać igłę co najmniej 5cm od pępka, ćwiczenia i tyle. Acha. W domu mam zgodę na chodzenie be kul. Prognoza jest taka, że za miesiąc wrócę na treningi.

Dzień +5, +6

Coraz więcej chodzę po domu. Noga się zgina bez problemów do około 90 stopni. Nie męczę jej. Czasem, w pewnych sytuacjach, np. jak stoję, pojawia się ból, tam gdzie mnie kiedyś bolało (łękotka). Na razie to tylko incydenty. Czekam dalej. Ogólnie jest chyba raczej ok.

Dzień 7, 8, 9 bez zmian, chociaż 9 dnia zrobiłem niechcąco przysiad…. Zabolało trochę, ale ok. Nie szaleję dalej.

Dzień 10 – ostatni zastrzyk

Dzień 11

Wizyta kontrolna u doktora. Wszystko ok. Zdjęcie szwów. Mogę chodzić bez kuli.

Wyjście na basen! Ćwiczenia w masażu wodnym, napinanie mięśni, lekkie zginanie nogi.

Dzień 12

Spacer z psem.  OK 1 km, wyjście na basen – ok. godzina ćwiczeń, na razie jeszcze nie pływam. Zginam w wodzie nogę, bez obciążenia. Wszystko OK.

Dni 13-17.

Jest coraz lepiej. Codziennie basen. Ćwiczenia w wodzie. Dzisiaj zacząłem pływać, a trzeci raz byłem na siłowni, gdzie zaczynam chodzić po schodach i ćwiczę górę. Postępy są duże, według mnie. już chodzenie jest ok. noga nie ma pełnego zgięcia, ale nie robię nic na siłę.

Dzień 18-20

Codziennie siłownia i basen. Już 120 pięter w jednej 20 minutowej sesji. Pierwsze powolne przysiady. Wczoraj siadłem w seiza! Cośtam czasem pobolewa w miejscu prawej blizny. Ale niewiele.

Dni 21, 22, 23 , 24

Siłownia, basen. I tak w kółko. Jest coraz lepiej.

Dzień 25

Wizyta kontrolna. Wszystko jest OK. Mam zgodę na truchtanie i zakaz wykonywania ćwiczeń w zgięciu nogi z obrotem – ty jeszcze mam odczekać ok. 3 tygodni. Pozostałe aktywności dozwolone (np. przysiady itp.) już teraz!!!

HURRRA!!!!

Czyli od jutra wracam do pracy. Koniec zwolnienia, pora działać aktywnie zawodowo.

Dzień 28

4 tygodnie po operacji. Czuję się dobrze. Ćwiczę trochę na treningach. Zrobiłem przebieżkę 5km w tempie ok. 5:20-6:00 min/km. Czułem się dziwnie, nic nie bolało, ale wrażenie było takie niespokojne.

Dzień 29

Zakwasy po bieganiu. Dziwne, co nie? Po 5km… No cóż. Wszystko w porządku. Wieczorem trening funkcjonalny – dużo rzeczy na nogi, bez skrętów w przysiadzie.

Dzień 30

Trening Karate Kyokushin jako uczestnik. Bez szaleństw i bez bólu.

Dzień 31

Prowadzenie zajęć 3h. Jest ok. Bez szaleństw.

Dzień 34

Jest OK. Nic nie boli przy normalnych życiowych czynnościach. Można powiedzieć, że zapomniałem o operacji.

Dzień 43

Pobiegane 12km w tempie 5:20 min/km. Wszystko dobrze, choć pod koniec mięśnie dawały o sobie znać ze zmęczenia. No i kolano ostrzegało, mówiąc do mnie, zobaczysz, zaraz się zepsuję! Pożałujesz tego.

Ale się nie zepsuło. Wszystko działa jak na razie bez zarzutu.

Dzień 53

Pierwsze zadaniówki w parach, jest OK, chociaż bardzo się boję o kolano. Nic złego się nie działo!

Dzień 59

Zacząłem trening na worku. Około 45 minut. Wszystko ok. Bez żadnych problemów (poza psychiką)